Strony

czwartek, 17 marca 2011

Przedwiośnie... - na kogo wypadnie, ten z infekcją padnie


Najprostsza zupa, właściwie to nic nadzwyczajnego (w dodatku mało atrakcyjna wizualnie), ale jak smakuje w trakcie walki z marcowym wirusem (albo inną paskudą)! 
W czasie kiedy ledwo zipiemy, osłabieni i bez życia, nie mamy sił na cokolwiek - nawet na jedzenie.
A na pewno nie na skomplikowane szaleństwa przy garach, jeśli w dodatku musimy sami ją sobie przyrządzić.
Wreszcie możemy coś przełknąć po kilku dniach ścisłej diety, nie od nas zależnej - sami sobie wcale tej diety nie fundowaliśmy.
To nasz biedny organizm był zajęty czymś innym, nie miał już czasu na spożywanie pokarmów.
Mój przedwiosenny scenariusz kuchenny  dokonał samokorekty i bezlitośnie wykopał zaplanowane do degustacji zabawowe  zupy.
Po raz kolejny  trafia mnie taka wredna złośliwość losu, że w czasie trwania kulinarnej akcji (szczególnie własnej), nie mogę zrealizować swoich planów.

Kiedy wreszcie można można coś spożyć - czas na zupę. 

Zupa z kaszy manny

- 1 marchewka
- 1 pietruszka
- 1 plaster selera
- 4 łyżki kaszy manny
- 1 łyżka masła
- sól
- posiekana natka pietruszki  (raczej nie pierwszego dnia z zupą, bo to jednak surowizna)

Oczyszczone warzywa opłukać,  zetrzeć na grubej tarce.
Zalać gorącą wodą i ugotować.
Kaszę mannę rozprowadzić niewielką ilością wody, wlać do ugotowanych warzyw i gotować kilka minut.
Dodać masło.