wtorek, 9 lipca 2013

Roztrzepaniec


Szukając w książkach kucharskich przepisów na orzeźwiające napoje, znalazłam ten, który przypomniał mi epokę barów mlecznych. Co prawda mało się w takich barach żywiłam, mając najlepsze jedzenie w domu, ale czasami trafiła się wizyta w takiej jednostce zbiorowego żywienia - tak to się nazywało.
Nie piłam w barze mlecznym napojów mlecznych, bo nie lubiłam mleka i wtedy z własnej woli nie posunęłabym się do kupienia czegoś mlecznego. Pamiętam stojące w ladzie chłodniczej rzędy szklanych butelek z kefirem, a obok nich roztrzepane zsiadłe mleko w charakterystycznych "firmowych" kubkach bez ucha.
Skoro nie piłam, to nie mogę stwierdzić, czy było to samo mleko, czy z dodatkami. Zrobiłam przesłuchanie mojemu M., który był bardziej barowy w czasach studenckich, ale on też nie pamiętał.


Tym bardziej więc wypróbowałam połączenie znalezione w starej (nadszarpniętej zębem czasu) książce "Kuchnia polska". Pożyczyłam ten egzemplarz od mojej przyjaciółki (przy okazji akcji Gotowania po polsku, chyba w 2009 roku) i jeszcze nie zdążyłam go oddać. Książka nie ma strony tytułowej, ani wstępu, ale datuję jej pochodzenie na początek lat 60-tych.
To była jedna z tych pozycji książkowych nie do zdobycia w normalnej sprzedaży.

A przepis jest króciutki (bo i cóż więcej można tu opisać). Oczywiście wtedy mleko stawiało się na zsiadłe we własnej kuchni i najczęściej powstawało z mleka, które już nie dało się zagotować. Odlewało się z butelki trochę mleka do garnuszka, zagotowanie i już było wiadomo - jak się zwarzyło, to tylko na zsiadłe.

"Kwaśne, jednodniowe i silnie ochłodzone mleko, roztrzepać, dodać drobno siekany szczypiorek, wymieszać, podawać zimne jako napój lub do posiłków. Przyrządzać jednorazowo w niewielkiej ilości, gdyż nie można go przechowywać zbyt długo".




Nakarm Cukrzyka latemZ książką w kuchni zaproszenieDla ochłody

4 komentarze:

  1. a to Ci dopiero przepis, bardzo ciekawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trochę takich prostych przepisów można znaleźć w starych książkach :)

      Usuń
  2. Mam dokładnie taką samą książkę, ale moja datę wydania ma 1957 rok :) Bezcenne..... ;)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :
    http://zaczynamyoddeseru.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo prawdopodobne, że ta moja też jest z 1957 (muszę dopytać właścicielkę).
      Dziękuję za zaproszenie, na pewno zajrzę :)

      Usuń

Moderacja komentarzy ze względu na spam i niechcianą pocztę